facebook

Porady dla podróżników

Podróżowanie po Australii – wiadomo, jak ktoś lubi – jest bardzo przyjemne.

I wiadomo, jako kraj wysoko rozwinięty i wielki powierzchniowo – można wybierać w całej masie środków transportu.

Z wyjątkiem (chyba): ryksz, autobusów sypialnych i autostopowania.

Drogi są całkiem niezłe, chociaż pasy ruchu trochę węższe niż np w Polsce, kolej fajna i miejska i dalekobieżna. No i lotniska też tu są. W tych paru miastach na krzyż wszędzie znajdzie się coś do lądowania.

Odsyłam do Wikipedi. Bilety lotnicze wcale nie są takie drogie. Szczególnie jak się trafi promocja. Latanie za $50, czy ostatecznie po normalnych cenach nie stanowi wielkiego obciążenia dla kieszeni.

Wypożyczalnie samochodów mają się tutaj świetnie. Bo są tanie. Jednak statystycznie – kompletnie niepopularne na dalsze odleglości, chyba, że ktoś rekreacyjnie sobie w przynajmnijej kilka tygodni chce objechać całe wybrzeże… Raczej mało kto wypożyczy auto, żeby pojechać z Sydney do Canbery – już częściej zdecyduje się na pociąg lub samolot.

Ale jak już się zdecyduje, to okazuje sie, że na trasie nie musi się ścigać z TIRami – Chyba cały cięższy transport idzie koleją – bo tych smoków się nie uświadcza.

Co jest tutaj super, to jest cała masa punktów, w których można się zatrzymać i rozprostować nogi i nie są to miejsca z barami, tylko z reguły toalety i ławki ze stołami – tak jak w Polsce za starych niekoniecznie dobrych czasów. Czasy niekoniecznie były dobre, ale tych grzybków z ławkami i stolikami w lasach przy drogach – to mi osobiście w Polsce brakuje (niekoniecznie otoczenia bez oficjalnych toalet… ) – no, koniec dygresji.

Problem z podróżowaniem “wolnymi” środkami lokomocji w Australii jest następujący: nic się nie dzieje za oknem. Trochę górek przez chwilę, potem busz, potem step. A potem, to już chyba śmierć albo z nudów albo ze zgoła bardziej przyziemnego powodu: braku wody lub paliwa.

To nie żart, chociaż mnie osobiście bawi. W zeszłym roku w wiadomościach mówiono tu o dwóch przypadkach, które wystąpily obok siebie w bardzo niewielkim przedziale czasowym: dwaj podróżnicy zaginęli w trasie. Dwóch spotkała podobna przygoda: na ich mapach gdzieś bylo naniesione miasteczko, które w rzeczywistości nie istniało.

Jednego znaleziono odwodnionego gdzieś na bezludziu, drugiego też, ale temu ostaniemu to, w jakim był stanie, wtedy kiedy go znaleźli, było doskonale obojętne.

Takie rzeczy człowiekowi w Europie nie mają szansy się przydarzyć a tu – a i owszem.

Takie i jeszcze inne, równie wartościowe, jeśli chodzi o ubogacenie wspomnień.

Rekiny, które nie wiadomo jak potrafią wpłynąć do 50 km w głąb lądu rzeką już ze słodką wodą. Ichtiolodzy, na których badania kilka lat temu Urząd Miejski Sydney wydał miliony dolarów po miesiącach badań stwierdzli, że nie wiadomo czemu tu przypływają, nie da się określić ich cyklu – bo chyba takowy nie występuje.

Pozostaje słuchanie komunikatów i podporządkowanie się zakazowi pływania.

Niemniej, co roku zdarza się że kilku śmiałków ma jakieś bliższe spotkania z tymi uroczymi stworzonkami.

Oprócz surfowania i byczenia sie na plaży albo nurkowania, można by w góry, ale turystyka górska chyba nigdzie nie jest tak pięknie rozwinięta jak w Polsce, czy Czechach, albo na Słowacji. Poza tym, nigdy nie wiadomo, co człowieka może ugryźć…

Trochę można w step i do buszu. Na biwak. – Australiczycy mają po prostu przecudowny rynek jesli chodzi o off-road i biwakowanie!

Dla leniwych – wiadomo, cała masa hoteli do wyboru, o różnym standarcie i w różnej cenie, jednak oczywiście warto sobie wcześniej coś zarezerwować, zwłaszcza w gorącym sezonie. Kilka hoteli można znaleźć tutaj.

Bardzo popularny jest Gold Coast. Wybrzeże jest przepiękne, plaże z białym piaskiem, woda czysta a pogoda gwarantowana.

Zostaw komentarz, albo odnośnik na swojej stronie.
'